Strona główna | Portrety

Renata Urbanek-Fliśnik RENATA URBANEK-FLIŚNIK

Uwielbia samochody. Najlepiej, gdy są to szybkie krążowniki szos, choć chętnie się przesiada na auta terenowe. Nie gardzi także jednośladami. Ostatnio złożyła rower, który służy rodzinie. Drobna i odrobinę nieśmiała, odznacza się wielką siłą charakteru. Od ojca przejęła zamiłowanie do elektryki, do niej więc należy w domu naprawienie urwanego gniazdka.
Renata Urbanek-Fliśnik ukończyła Akademię Muzyczną w Krakowie pod opieką najpierw Piotra Tarcholika, a następnie Bożeny Hordziej-Mucharskiej. Edukację kontynuowała na studiach podyplomowych na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie pod kierunkiem Konstantego Andrzeja Kulki. Uczestniczyła także w kursach mistrzowskich prowadzonych przez Romana Lasockiego oraz Zakhara Brona. W 2004 rozpoczęła pracę w Filharmonii Świętokrzyskiej, początkowo jako muzyk-tutti, później jako koncertmistrz orkiestry, od początku dojeżdżając do pracy z Krakowa. Opracowanie materiału na próby i koncerty oraz przygotowanie Orkiestry do występu to główne zadania artystki. Od około 3 lat jest również członkiem krakowskiej Orkiestry św. Maurycego przyciągającej na koncerty liczną publikę w Kościele św. św. Piotra i Pawła oraz u Bernardynów. Polihymnia to jednak bardzo zazdrosna muza. Czasu na inne zajęcia nie pozostawia wiele, lecz Kasia – jak zwracają się do niej znajomi i rodzina – to również szczęśliwa mama dwóch dorastających synów i maleńkiej Amelii, którym stara się poświęcić każdą wolną chwilę. Teraz najbardziej zajmuje ją wspieranie synów w rozwoju ich zainteresowań: szesnastoletniego Adama, uzdolnionego plastycznie, i o rok młodszego Daniela – gimnazjalistę zafascynowanego naukami ścisłymi oraz…sztukami prestidigitatorskimi. A Amelia – maskotka rodziny? Za dwa miesiące skończy rok!

czerwiec 2016


Karolina Gajda KAROLINA GAJDA

Artystka już na estradzie, tuż przed rozpoczęciem występu pełni funkcję reprezentacyjną: strojenie orkiestry, powitanie dyrygenta i solisty. Do tego dodać należy wykonywanie partii solowych w orkiestrze… To najbardziej widowiskowa część aktywności artystycznej naszej koncertmistrzyni. Tak naprawdę, dopiero kiedy pogasną światła jupiterów rozpoczyna wykonywanie swoich właściwych obowiązków. Jako szef grupy I skrzypiec zajmuje się organizacją pracy kwintetu smyczkowego, przygotowaniem orkiestry do koncertu, odpowiada również za komunikację zespołu z dyrygentem.
Karolina Gajda ukończyła Akademię Muzyczną w Krakowie w klasie prof. Teresy Głąbówny i prof. Mieczysława Szlezera. Pracę w Filharmonii Świętokrzyskiej rozpoczęła w 2008 r. jako muzyk tutti, a następnie koncertmistrz II skrzypiec. Obecnie jest II koncertmistrzem orkiestry.
Wspólnie z koleżankami utworzyła kwartet MAAK Group, którego debiut w Filharmonii Świętokrzyskiej w październiku 2011 roku zachwycił publiczność.
Oprócz działalności muzycznej poświęca się pedagogice – jest nauczycielem w szkołach muzycznych w Kielcach i Pińczowie.
W wolnym czasie odrabia zaległości lekturowe i relaksuje się, najczęściej w trakcie jazdy samochodem, słuchając muzyki jazzowej i alternatywnej. Jednak te kradzione chwile skutecznie uszczupla 3-letni Staś, oczko w głowie rodziców-muzyków (tata gra w naszej orkiestrze na tubie). Chłopiec na pytania co będzie robił w przyszłości, odpowiada z przekonaniem: Będę grał na małej żółtej tubie!

marzec-kwiecień 2016


Maria Cywicka MARIA CYWICKA

Wychowywała się w kulisach teatralnych: jej rodzice byli śpiewakami operowymi. Marysia chłonęła dźwięki i niepowtarzalne zapachy rekwizytów teatralnych, nasiąkała specyficzną atmosferą. Nie dziwi zatem, że zachowała wielki sentyment do opery i jeszcze dzisiaj czuje ten niezwykły dreszczyk emocji, gdy gasną na widowni światła i za chwilę ma się rozpocząć spektakl. Nigdy jednak nie myślała o śpiewie. Ciągnęło ją natomiast do instrumentów, może za sprawą dziadka – muzyka-amatora, po którym pozostało dwoje skrzypiec. Jedne otrzymała w spadku siostra, drugie ona, lecz w kieleckiej Orkiestrze gra na instrumencie współczesnym. Wcześniej była szczecińska szkoła podstawowa, gdańskie liceum i Akademia Muzyczna ukończona pod kierunkiem prof. Tadeusza Kochańskiego. Kiedy została zaangażowana do pracy w Filharmonii Świętokrzyskiej (2004 r.), już grał tam na fagocie jej mąż – Łukasz. Wydawałoby się, że muzyczne dziedzictwo kultywować będą dzieci. I tak się dzieje w przypadku dziewięcioletniej Ani, uczennicy klasy skrzypiec. Ale wyłom w tradycji rodzinnej spowodował Krzyś, dwunastoletni syn, owładnięty magią… koszykówki, który jednak dla świętego spokoju zgodził się uczyć gry na gitarze – warunkowo – i tylko przez cztery lata! Mąż odszedł z Orkiestry i założył własną firmę, Maria zaś jest obecnie solistką grupy skrzypiec, a swoje powołanie realizuje także w kwartecie smyczkowym MAAK Group. Ważną częścią jej zawodowego życia stała się pedagogika, więc od kilku lat dokłada starań, by przekazać miłość do muzyki młodym podopiecznym w kieleckiej szkole muzycznej. Nieliczne wolne chwile poświęca na czytanie książek, najchętniej biograficznych. A całoroczne trudy rekompensuje sobie na górskich szlakach, które przemierza z mężem, ekstremalne wspinaczki pozostawiając na późniejsze czasy – gdy dorosną dzieci.

listopad 2016



Małgorzta Domagała MAŁGORZATA DOMAGAŁA

Jak wszystkie dzieci – chciała grać na fortepianie. Ale za namową pierwszego nauczyciela muzyki Józefa Mazura zmieniła zdanie i wybrała skrzypce. Odtąd instrument ten stał się jej codziennym towarzyszem na lata nauki, a także pracy, którą podjęła w Orkiestrze Filharmonii Świętokrzyskiej w 1981 roku. Dziś z nostalgią wspomina czasy, gdy jako młodziutka skrzypaczka angażowała się do zespołów kameralnych, które powstawały z inicjatywy kolegów z Orkiestry (Collegium Musicum, Orkiestra Jeunesses Musicales), i oczarowana barokową muzyką, grała w stylowych wnętrzach Pałacu Biskupów czy na Zamku w Sandomierzu. Teraz – twierdzi z nutą zawodu w głosie – dawna muzyka zepchnięta została na margines działalności, a w repertuarze muzycznych grup króluje głównie rozrywka. Na rozpamiętywanie przeszłości Małgorzata na szczęście nie ma czasu, tym bardziej że wraz z mężem (dorosłe córki – Magda i Lidia – dawno opuściły rodzinny dom) przeprowadziła się w wiejskie zacisze. Tam, po godzinach pracy, oboje oddają się swojej nowej pasji i usatysfakcjonowani myślą: Cudownie, dziś kolejny piękny dzień, który można będzie spędzić na projektowaniu ogródka!
Radosna twórczość – pielenie, przekopywanie, przycinanie – przerywana jest (rzadziej w przypadku Małgorzaty nie do końca przekonanej o wyższości sportu nad innymi dziedzinami życia) emocjonującymi rozgrywkami piłki ręcznej, które małżonkowie oglądają w internecie. Telewizora bowiem nie posiadają, bo jak zgodnie przyznali, szkoda na to czasu. Na razie, to co mają, daje im wystarczająco dużo przyjemności i spełnienia, ale życie trwa nadal…

październik 2017


Ludmiła Worobec-Witek LUDMIŁA WOROBEC-WITEK

Jest dumną właścicielką Lorda – wspaniałego rudego kocura – trzykrotnego interczempiona, i równie zachwycającej, choć niekonkursowej piękności, czarno-białej Frotki. Koty z wdziękiem prezentują się na zdjęciach, przy czym domownicy czy goście, jeśli się tam już znajdą, raczej tworzą tło dla pierwszoplanowych bohaterów. Inną pasją skrzypaczki jest – ekologia. Na temat zdrowego żywienia i upiększającej mocy natury potrafi długo i z przekonaniem mówić, zasypując rozmówcę przepisami, radami i nazwami cudownie działających specyfików, suplementów diety, itp. leczniczych właściwości. Na dobrą sprawę można by zaryzykować stwierdzenie, że są to dwie namiętności, które pochłaniają Ludmiłę bez reszty, gdyby nie muzyka. To ona stanowi o jej życiu i wyznacza priorytety.. W dzieciństwie chciała grać na fortepianie, ale odpowiedź matki pozbawiała złudzeń: Istnieją tańsze instrumenty! Urodziła się w Żydaczowie na Ukrainie. Absolwentka Szkoły Talentów im. Salomei Kruszelnickiej oraz Lwowskiego Konserwatorium im. M. Łysenki – obie uczelnie ukończyła dyplomami z wyróżnieniem. W 1991 roku zamieszkała w Polsce. Jest solistką i kameralistką, występowała z wybitnymi orkiestrami pod batutą słynnych dyrygentów, gościła na renomowanych festiwalach. Z Arturem Jaroniem stworzyła duet koncertujący w wielu miastach Europy. W 2005 r. wystąpili razem w Carnegie Hall w Nowym Jorku. Oprócz tego aktywnie działa w Strauss Ensemble, zespole muzyki wiedeńskiej. Ważną częścią jej zawodowego życia jest pedagogika, w której może się poszczycić sukcesami, a wychowankowie wystawiają jej jak najlepszą cenzurkę. W opinii innych jest ciepłą, niepozbawioną empatii osobą. Znajomych i przyjaciół obdarowuje różnymi cudeńkami własnego wyrobu, tworzonymi – oczywiście – z naturalnych przedmiotów. Rękodzieło to jeszcze jedno z jej licznych hobby.

luty 2017


Iwona Trątnowiecka IWONA TRĄTNOWIECKA

Miejscem urodzenia związana jest z Niemczą na Dolnym Śląsku. O rodzicach mówi z czułością: tata pasjami lubił grać na akordeonie, mama była wybitnym pedagogiem, oddanym swej pracy i wychowankom. Dorastała więc w domu, w którym dziecku zawsze poświęcano czas, a rodzicielskie opowieści o zainteresowaniach i realizowaniu powołania splatały się w jedną całość, tworząc spójny obraz świata. Nie musiała zatem wybierać – zarówno muzyka, jak i pedagogika doskonale współegzystowały ze sobą – więc po ukończeniu szkoły muzycznej i WSP w Kielcach zatrudniła się jako nauczyciel muzyki oraz muzyk orkiestrowy w kieleckiej Filharmonii. Dokładna i rzetelnie wypełniająca swoje obowiązki, obecnie pracuje na stanowisku solisty. Uważa się za szczęściarę, bo jak twierdzi: Ten, kto ma swoją pasję, nigdy nie pracuje! Umiejętności doskonaliła na Międzynarodowych Kursach Muzycznych im. Z. Brzewskiego w Łańcucie. Od dawna zainteresowana kameralistyką, aktywnie uczestniczyła w koncertach z zespołami, jak Odeonowy Zespół Vi-de czy Orkiestra Kameralna, z którą występowała jako solistka.
Wyniesione z domu wartości i zamiłowania od początku swej zawodowej drogi przekazuje młodym podopiecznym, najpierw w szkołach ogólnokształcących, później w Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach (edukacja muzyczna) i szkolnictwie artystycznym. Obecnie całą swoją uwagę i serce poświęca dziecięcemu zespołowi kameralnemu Magiczne smyczki.
Odpowiedzi na ważne pytania poszukuje w literaturze (chętnie R. Kapuściński, W. Myśliwski) i sztuce. Od męża, który ma co prawda zawód techniczny, ale z entuzjazmem gra na saksofonie, przejęła zamiłowanie do muzyki jazzowej. Oboje zaś uwielbiają spędzać czas wolny w górach. Iwona ma także własne hobby – fotografię. Trochę żartem mówi, że na emeryturze uporządkuje zbiór i może najlepsze ujęcia zaprezentuje na wystawie.

styczeń 2017



Barbara Klimek BARBARA KLIMEK

„Skrzypce albo nic!” – oświadczyła rodzicom, którzy przyprowadzili ją do filharmonii na koncert z udziałem osiemnastoletniego wówczas Konstantego Andrzeja Kulki. W rodzinie nie tylko ona zdradzała zamiłowanie do muzyki. Jej dziadek – Roland Chrzanecki, przedwojenny inżynier, był członkiem zakładowej orkiestry obecnej Iskry. Po nim odziedziczyła skrzypce, na których gra do dzisiaj. Jest absolwentką białostockiej filii Akademii Muzycznej w Warszawie. Jeszcze w trakcie studiów pracowała w tamtejszej filharmonii. W 1984 r . powróciła z rodziną do Kielc i zaangażowała się do Orkiestry Filharmonii jako muzyk-tutti, a następnie pracowała przez 20 lat na stanowisku koncertmistrza grupy II skrzypiec. Była świadkiem, a czasami uczestnikiem wielu przemian i wydarzeń w historii Filharmonii, ale momentami, które chętnie przywołuje we wspomnieniach są 2 koncerty. Na jednym grała solo utwór Mozarta – tuż przed porodem! Narodzona dwa tygodnie później Julia nie wykazywała żadnych objawów przebytego stresu. Innym razem zastępowała chorego kolegę, będąc w ciąży ze starszą córką Olą. Musiała wówczas wykonać bez próby utwór Bogusława Schaeffera. Na szczęście wszystko miało swój szczęśliwy finał, a dziewczynki dorosły w muzykalnej harmonii i same są już mamami.
Barbara nadal rozwijała muzyczne umiejętności, występując także jako solistka i kameralistka w zespołach kameralnych. Zwrot w jej życiu nastąpił, gdy nieoczekiwanie odkryła w sobie pasję malowania ikon. Przysłowiowe „pięć minut” miała nawet niedługo po otwarciu nowej siedziby Filharmonii, gdy z grupą znajomych artystów zaprezentowała tu kilka swoich prac. Od tamtej pory jej kolekcja powiększyła się na tyle, że pozwala na indywidualne wystawy. Ale z muzyką związana jest na całe życie.

listopad 2017


Helena Ponomarenko HELENA PONOMARENKO

Jako dziecko uwielbiała tańczyć, więc pięcioletnią dziewczynkę posłano do szkoły baletowej. Równolegle uczyła się prywatnie muzyki. Ukończyła podstawową i średnią szkołę muzyczną w klasie fortepianu i skrzypiec. Edukację kontynuowała w Konserwatorium Muzycznym im. M. Łysenki we Lwowie. Później pracowała w Teatrze Operetki oraz jako nauczyciel w szkole muzycznej w Kijowie. Jak mówi, nie brakowało jej niczego, a jednak czuła się, jakby nie mogła oddychać. Postawiła wówczas wszystko na jedną kartę i przyjechała do Polski. W Warszawie usłyszała, że poszukują muzyka do pracy w Orkiestrze Kieleckiej. Nie namyślała się ani chwili. Zamieszkała w hotelu Teatru im. Żeromskiego i od 1993 roku wchodzi w skład zespołu Filharmonii Świętokrzyskiej. Wkrótce sprowadziła tu dorastającego syna Andrzeja, który po pewnym czasie podjął studia na Politechnice Świętokrzyskiej. Pracy jej nie brakowało: w zespole Jana Burka Collegium Musicum została koncertmistrzem, przez wiele lat występowała z kwartetem Omega, była także członkiem tria kameralnego, który tworzyła z koleżankami z orkiestry. Kielce od początku uznała za swoje miejsce na ziemi i dzisiaj również pewna jest swego wyboru. Od czasu, gdy postawiła pierwszy krok na peronie w naszym mieście, dzielnie szła do przodu, realizując swoje plany. Ale pozostały marzenia – o malowaniu, a przede wszystkim tańcu – ot, dla własnej przyjemności. Cóż, va bank o szczęście trzeba z życiem grać…, a ona to potrafi!

marzec 2017


Bożena Ptak BOŻENA PTAK

Pochodzi z rodziny muzycznej: mama była pianistką, ojciec grał na skrzypcach, a i wśród wcześniejszych antenatów znalazłby się zapalony wielbiciel jakiegoś instrumentu. Naturalną więc koleją rzeczy dzieci podejmowały naukę w ogólnokształcących szkołach muzycznych. Z czworga rodzeństwa troje zostało muzykami. Po ukończeniu Państwowego Liceum Muzycznego w Krakowie Bożena posłuchała podpowiedzi i przyjechała na studia do Kielc. W ówczesnej Wyższej Szkole Pedagogicznej na Wychowaniu Muzycznym pracował dyrektor Karol Anbild, który zwrócił uwagę na jej pilność i umiejętności w zakresie gry na skrzypcach. Kiedy otrzymała dyplom z wyróżnieniem, zaproponował jej przyjęcie do orkiestry. I tu zrodził się dylemat, bowiem świeżo upieczona absolwentka musiała zdecydować o pozostaniu na uczelni lub angażu do orkiestry Filharmonii. Przeważyła muzyka, która jest jej naturalnym środowiskiem, a zarazem pasją. Najpierw długo grała w grupie pierwszych skrzypiec, ale przed pięciu laty postawiła na II skrzypce. Angażowała się również do zespołów kameralnych, jak np. Collegium Musicum Jana Burka. Choć po próbach i koncertach poszukuje wyciszenia, to jednak w wolne dni lubi posłuchać tradycyjnego jazzu czy muzyki klasycznej – czasami więc wyszukuje dobre nagrania znakomitych orkiestr, nie tylko dla ich nadzwyczajnej jakości dźwiękowej i artystycznej, ale także by nauczyć się czegoś nowego. Bliskie są jej problemy współczesnego świata: jego przemiany kulturowe i polityczne. Szczególnie pasjonujące wydają się jej zagadnienia religijne – różnice, pogranicza… Swoje zainteresowania dzieli ze ścisłym gronem przyjaciół. Ceni sobie bowiem przyjaźń, lecz w pojmowaniu relacji międzyludzkich jest dosyć bezkompromisowa – poleganie na drugim człowieku i oddawanie tego samego jest dla niej warunkiem sine qua non.

maj 2017


Małgorzta Goncerzewicz-Mendera MAŁGORZATA GONCERZEWICZ-MENDERA

Pochodzi ze znanej kieleckiej rodziny muzycznej. Kiedy się pojawiła w Filharmonii Świętokrzyskiej, jej mama od dawna była koncertmistrzem Orkiestry, zaś ojciec dyrygentem. Wkrótce przy fortepianie zaczął zasiadać mąż, a zaledwie sześcioletnia córka Ola z niezwykłym wdziękiem podawała artystom kwiaty. Małgorzata została zaangażowana wówczas jako altowiolistka, od 1998 r. jest solistką grupy altówek. Wcześniej studiowała w Akademii Muzycznej w Katowicach w klasie Zygmunta Jochemczyka, a następnie w krakowskiej AM pod kierunkiem Michała Ferensa. Poza pracą w Orkiestrze wiele czasu poświęca zwierzętom, których – zresztą na równi z mężem – jest zdeklarowaną miłośniczką. Teraz w jej domu mieszkają dwa psy, cztery koty i dwie papugi, ale bywało, że zwierzyniec przekraczał wszelkie rozsądne rozmiary. Drugą pasją są samochody. Od siedemnastego roku życia Małgorzata posiada prawo jazdy i, o dziwo, dotychczas zapłaciła jeden mandat w kwocie – 20 zł., od drugiego natomiast wymigała się… grą na altówce: gdy wracała wraz z kolegami z audycji muzycznych, zatrzymał ją patrol drogowy za przekroczenie szybkości i w ramach kary postanowił „przesłuchać” w charakterze muzyka. Małgosia grała i grała na poboczu, a obok przejeżdżały samochody, z których wyglądały zdumione twarze kierowców… Odtąd, jak twierdzi, jeździ zgodnie z przepisami, codziennie pokonując trasę Bliżyn – Kielce – Bliżyn.

wrzesień – październik 2016


Dorota Wolna DOROTA WOLNA

Bez Doroty nie może się udać żadne spotkanie, żadna impreza naprędce organizowana przez kolegów. Roześmiana, pełna wibrującej energii, z ciętym dowcipem jest duszą towarzystwa. Na koncertach skupiona, uważnie śledzi ruchy dyrygenckiej pałeczki. Do orkiestry tak bardzo chciała się dostać, że sama podsunęła dyrektorowi K. Anbildowi propozycję grania na altówce, choć nie miała o tym większego pojęcia. Od najmłodszych lat była w klasie skrzypiec, egzamin na stanowisko muzyka w orkiestrze również zdawała jako skrzypaczka i zdała go tak dobrze, że dyrektor nie chciał jej odesłać z kwitkiem. Cóż jednak mógł począć, skoro grupa skrzypiec była skompletowana, natomiast bardzo brakowało altowiolistów? Szczypta szaleństwa opłaciła się. Z pomocą pośpieszyła nauczycielka Doroty – Stefania Stolarczyk, która uczyła gry także na tym instrumencie. Początki nie były łatwe. Jak ze śmiechem wspomina dzisiaj sama zainteresowana, orkiestra w czasie próby już była kilkanaście taktów dalej, gdy młoda altowiolistka tkwiła jeszcze w poprzednim temacie. Dzisiaj nie zamieniłaby tego instrumentu na żaden inny i za mistrzem Janem Sebastianem (Bach sam grał na altówce i bardzo lubił jej dźwięk) gotowa byłaby powtórzyć, iż „nie ma lepszego miejsca w kwintecie smyczkowym niż pulpity altówek”, tam dopiero bije serce orkiestry!
Gdyby nie została muzykiem, na pewno byłaby dekoratorką. Aranżacje, wystroje i projektowanie wnętrz to jej wielka pasja, którą na razie realizuje w domu. Uwielbia również heblować, wygładzać i malować wysłużone domowe sprzęty, a jeszcze łakomym wzrokiem spogląda w stronę tapicerowania. Na deser zostawia sobie florystykę, którą w wolnych chwilach zajmuje się wraz z przyjaciółką, właścicielką kwiaciarni. Gdy więc komuś spodoba się starannie wypracowana kompozycja kwiatowa, to może być to dzieło Doroty.

kwiecień 2017



Iwona Wróblewska IWONA WRÓBLEWSKA

Na początku do Filharmonii Iwonę prowadził tata – Kazimierz Gałczyński, wieloletni kontrabasista kieleckiej Orkiestry. Tam spędzała długie godziny za kulisami lub na widowni, poznając od podszewki zawód muzyka. Najbardziej lubiła zabawy choinkowe z teatrzykiem kukiełkowym (w podwórku sąsiadował wówczas Kubuś) i rodzicielami grającymi dla swych pociech. Edukację w szkole muzycznej potraktowała jako oczywistość. Najpierw uczyła się gry na skrzypcach, ale w szkole II stopnia za namową nauczycielki Stefanii Stolarczyk zgodziła się na zmianę instrumentu i odtąd ten drugi stał się już jej ulubionym. Owa zmiana miała jeszcze jedną dobrą stronę – zapewniała udany start w dorosłe życie, na horyzoncie bowiem jawiła się praca w Orkiestrze, którą „od zawsze” uważała za swoją, i w której nieustannie borykano się z obsadą grupy altówek. Wreszcie legendarna wychowawczyni wielu altowiolistów mogła spokojnie myśleć o zasłużonej emeryturze – miała następców (o co wciąż dopominał się dyrektor Karol Anbild). Iwona nie poprzestała na próbach i koncertach w Filharmonii, udzielała się również w zespołach muzycznych zakładanych przez kolegów, jak Collegium Musicum czy Orkiestra Jeunesses Musicales. Potem przyszły inne obowiązki – rodzinne, a w centrum uwagi znalazły się dzieci i ich rozwój. Dzisiaj, kiedy każde z nich znalazło własną drogę, nasza bohaterka z upodobaniem oddaje się swojej nowej pasji – pielęgnowaniu ogródka. To po trosze projekcja zainteresowania zdrowym trybem życia – rodzinnych wycieczek rowerowych, zwiedzania i zdobywania gór. Ale niekiedy wieczorami lubi z najstarszym dzieckiem – Mateuszem (absolwentem Akademii Muzycznej, perkusistą) pogawędzić o muzyce i posłuchać nagrań. Czasami dopuszczany jest do tych rozmów mąż, który, choć z innej branży, podziela zainteresowania najbliższych. Córka Marta ukończyła studia niezwiązane z muzyką, jednak na męża wybrała – gitarzystę basowego.

grudzień 2017


Jacek Hodur JACEK HODUR

Był rok 1991 – pierestrojka w rozkwicie i pucz Janajewa. Za namową prof. A. Zielińskiego z warszawskiej AM Jacek Hodur postanowił wykorzystać jedyne wolne miejsce i udać się na stypendium do Państwowego Konserwatorium im. P. Czajkowskiego w Moskwie. I wtedy właśnie nastały nudne czasy w polityce – rosyjski niedźwiedź stracił pazury i przez chwilę przestał zagrażać światu. W byłym Związku Radzieckim studenci wreszcie nie musieli zgłębiać Naucznego komunizmu. Na swój pierwszy koncert po długim wygnaniu przyjechał Mścisław Rostropowicz, którego asystentem był Stefan Kaljanow – nauczyciel Jacka (drugim był Walentin Fiejgin). To wydarzenie nasz muzyk zapamiętał szczególnie. W Konserwatorium natomiast roiło się od kolorowego towarzystwa ze wszystkich stron świata. Zafascynowany kulturą latynoską przyszły adept sztuki wiolonczelowej zaprzyjaźnił się z Kubańczykami i Hiszpanami. W rezultacie nauczył się hiszpańskiego oraz… rumby i salsy – przy sporym udziale latynoskiej piękności. Natomiast z Polką i Peruwiańczykami założył kwartet, który mógł się pochwalić występami w Paryżu.
Po powrocie do kraju odbył roczny kurs mistrzowski w Europejskiej Akademii Mozartowskiej, nieco czasu zabawił w orkiestrze kameralnej Mała Filharmonia, muzykował w katowickiej WOSPR, a potem został członkiem kwartetu smyczkowego w Radomiu. Stamtąd wiodła już prosta droga do Kielc. Do Orkiestry, w której obecnie jest solistą, przyjmował go Szymon Kawalla w czerwcu 2001. Rozdarty pomiędzy rodzinny Oświęcim, w którym mieszkała żona z córkami, a Kielce – zdecydował, że z tym ostatnim miastem wiąże swoje nadzieje na stabilizację. Wkrótce do Kielc sprowadził rodzinę. Dzieci podrosły – czternastoletnia dziś Klaudia i ośmioletnia Milena są uczennicami klasy skrzypiec. Jacek zaś odkrył, że poza domem, muzyką i uczeniem w Szkole Muzycznej istnieje jeszcze jeden obszar życia, który można wypełnić uwielbianym majsterkowaniem i ogrodnictwem.

grudzień 2016


Agnieszka Tomaszewska-Jasiak AGNIESZKA TOMASZEWSKA-JASIAK

Jest prowadzącą grupy wiolonczel w Orkiestrze Symfonicznej Filharmonii Świętokrzyskiej. Do jej obowiązków należy: przygotowanie grupy do koncertu, a także opracowanie smyczków w zespole wiolonczel. W Filharmonii Świętokrzyskiej pracuje od września 2001 roku, najpierw jako muzyk-tutti. Szybko jednak awansowała, zdobywając po przesłuchaniach uprawnienia do występów solowych. Również w ZPSM doceniono jej talent i zaangażowano jako nauczyciela w klasie wiolonczeli. Muzyka i pedagogika to są, jak twierdzi artystka, dwie jej największe miłości. Nie potrafiłaby zrezygnować z żadnej.
Tą pasją (muzyczną) zaraziła swoje dzieci – Asię, przyszłą skrzypaczkę, i Kubę, który się wybiera do klasy klarnetu. Perfekcjonistka, nie przepuści żadnego błędu. Na szczęście mąż, z zupełnie innej branży, w porę rozładowuje nadchodzącą burzę.
Umiejętności zdobywała w Akademii Muzycznej w Łodzi w klasie prof. Agaty Jareckiej oraz na międzynarodowych kursach mistrzowskich. Otwarta na ludzi, zawsze uśmiechnięta i pełna energii chętnie angażuje się w nowe projekty. Z kolegami z orkiestry stworzyła znakomitą grupę MAAK, a także Trio Świętokrzyskie. Występowała również jako solistka, m.in. z Orkiestrą Filharmonii Świętokrzyskiej.
W uznaniu zasług Marszałek Województwa Świętokrzyskiego uhonorował ją Nagrodą Kultury za rok 2015.

maj 2016


Ewa Dobrowolska EWA DOBROWOLSKA

Pewnych rzeczy w muzyce nie trzeba tłumaczyć do końca, musi w niej pozostać miejsce na tajemnicę i intuicję. Ingolf Wunder

Na tematy prywatne nie wypowiada się, a o ponad 30-letniej drodze zawodowej mówi niewiele, operując jedynie faktami. Zagadkowa i powściągliwa, emocje rezerwuje dla muzyki. Swojej pasji pozwala wyjść na plan pierwszy dopiero na estradzie podczas koncertów. Jest w niej zadziwiające połączenie delikatności i siły, upartego trwania przy swoim i – śmiejących się oczu.
Umiejętności zdobyte w trakcie studiów na Akademii Muzycznej w Gdańsku w klasie Romana Sucheckiego oraz wrodzona intuicja, także staż w orkiestrze Wojciecha Rajskiego, umożliwiły jej szybki awans w Filharmonii Świętokrzyskiej.
Koncertmistrzem grupy wiolonczel została – tuż po przyjęciu (!), zaś w 2001 powierzono jej obowiązki koncertmistrza orkiestry. Nowe stanowiska wiązały się z podejmowaniem odpowiedzialnych zadań. Młodej wiolonczelistce proponowano więc solistyczne partie w ambitnym repertuarze, jak: Dvořák, Schumann, Saint-Saӫns, Vivaldi. Oprócz tego współpracowała z zespołami kameralnymi, m.in. Świętokrzyskim Trio Fortepianowym, Świętokrzyskim Trio Klarnetowym i Akordeonowym oraz z zespołem Animato. W tej muzycznej podróży chętnie towarzyszy również młodym adeptom sztuki jako pedagog. Z dumą mówi o swoich uczniach, którzy zdobywali nagrody na konkursach pod egidą Centrum Edukacji Artystycznej, a trzech spośród jej wychowanków zasiada dziś na koncertach obok pani profesor jako muzycy Orkiestry. Do głosu zatem dochodzi nowe pokolenie, dobrze przygotowane przez swoją nauczycielkę do wkroczenia w świat muzyki, potrafiące uwierzyć we własne umiejętności i smak artystyczny. Ale to już inna opowieść…

czerwiec 2017



Krzysztof Błaszkiewicz KRZYSZTOF BŁASZKIEWICZ

Jego żywiołem jest muzyka, a z niej najchętniej wybiera jazz. Kiedy tylko to możliwe - również śpiewa, lecz nie na zasadzie „śpiewać każdy może…”, bo przecież jest nie tylko absolwentem Wydziału Instrumentalnego, ale także Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej w Krakowie. Dzięki temu Maria Fołtyn wybrała go w 1998 r., obsadzając w Strasznym dworze aż w dwóch rolach. Jedną był Grześ, a drugą – no właśnie – drugą kreację Starej Kobiety zapamiętali widzowie spektaklu szczególnie. Krzysztof pojawił się w przerwie w foyer w pełnej charakteryzacji i kostiumie, ale bez chusty na głowie. Reakcja była natychmiastowa. „Zobacz, to jednak facet!” – pokazywała sobie śpiewaka zaskoczona publiczność. Od tamtej pory minęło sporo czasu; nagromadziły się wspomnienia dokumentowane licznymi zdjęciami, a na wielu muzyk stoi w towarzystwie znakomitych aktorów, śpiewaków. Teraz – świadomy siebie artysta – pewnie kroczy własną drogą. Obecnie jest koncertmistrzem grupy kontrabasów w Orkiestrze Filharmonii, występuje na koncertach solo i z kieleckimi zespołami: Animato, Dixieland Band, Krzysztof Błaszkiewicz Band. Tyle że „świat wciąż mu podsuwa uroki swe”. Od kilku więc lat regularnie odwiedza okolice Hańczy, by oddawać się kolejnej pasji – wędkarstwu. Jak twierdzi, wcale nie chodzi o to, by złapać taaaką rybę! Równie ważne jest celebrowanie męskich przyjaźni. W zaciszu domowym natomiast można kolekcjonować – np. stare zegarki. Zbiór się rozrasta… Może kiedyś uda się zorganizować w macierzystej instytucji ciekawą wystawę?

wrzesień – październik 2016



Krzysztof Sokołowski KRZYSZTOF SOKOŁOWSKI

Miłością do muzyki zaraził go ojciec amatorsko grywający w różnych zespołach. Ale do szkoły muzycznej zaprowadził go kolega starszej siostry – trębacz, dlatego pierwsze muzyczne dźwięki Krzyś wydobywał z tego instrumentu. Wkrótce ujawniły się kłopoty ze zdrowiem wykluczające grę na trąbce, więc został – kontrabasistą. Droga do zawodowego spełnienia była jednak wyboista. Dalekosiężne plany związane z edukacją muzyczną pokrzyżował stan wojenny: Krzysztof za działalność polityczną spędził ponad miesiąc za murami Aresztu Śledczego w Starogardzie Gdańskim. Zaraz potem dopadło go wojsko; lecz tam na szczęście mógł grać w orkiestrze garnizonowej. Rok 1989 stał się przełomową datą w życiorysie naszego bohatera. Wtedy bowiem przeprowadził się do Kielc (stąd pochodzi żona) i zaangażował do pracy w Orkiestrze Filharmonii Świętokrzyskiej. Tu wreszcie począł naprawdę rozwijać swoje pasje. Fascynacja muzyką dawną (szczególnie barokową), która towarzyszyła mu od najmłodszych lat, zaowocowała zainteresowaniem instrumentami dawnymi. I tak, obok kontrabasu barokowego, pojawiła się viola da gamba, którą poznawał pod kierunkiem wybitnego gambisty z Czech – Petra Wagnera. Teraz swój czas Krzysztof dzieli między Kielce a Giżycko. Kielczanie mają okazję podziwiać jego wykonawstwo na koncertach w Filharmonii, ale także bardziej kameralnie, podczas występów z zespołem Strauss Ensamble. Natomiast w rodzinnym mieście od lat organizuje Giżycko Baroque Festival w wyjątkowym plenerze i scenografii – zamku krzyżackiego, obrotowego mostu czy zabytkowych kamieniczek. Jest również twórcą festiwalowej orkiestry Masovia Baroque Orchestra. Z jego umiejętności, doskonalonych także na kursach muzyki dawnej, korzystają chętnie inne zespoły, by wymienić tylko Accademia Dell’ Arcadia, Sinfonia Nordica, Polską Orkiestrę XVIII Wieku.

wrzesień 2017

Iwona Kałużyńska IWONA KAŁUŻYŃSKA

Naukę gry na flecie rozpoczęła oczarowana umiejętnościami koleżanki, która w internacie Liceum Plastycznego ćwiczyła na tym instrumencie. Iwona wcześniej ukończyła klasę fortepianu w szkole muzycznej I st. w Skarżysku, ale swoje plany na przyszłość wiązała raczej z tkaniem gobelinów niż muzyką. Dopiero piękno brzmienia fletu skłoniły ją do zweryfikowania swojego pomysłu na życie. W II klasie „Plastyka” zdecydowała się na równoległe kształcenie w klasie fletu. O tym, że dobrze wybrała, upewniły ją studia w Akademii Muzycznej w Krakowie pod kierunkiem Zbigniewa Kamionki. Łatwo nie było, ponieważ dojazdy na zajęcia w Krakowie musiała godzić z wychowywaniem maleńkiej córki, pracą w orkiestrze oraz codziennym wielogodzinnym ćwiczeniem. Na to ostatnie brakowało jednak odpowiedniej sali, więc odwiedzała Instytut Edukacji Muzycznej, legitymując się dokumentem wydanym przez AM w Krakowie. Niestety, wkrótce spostrzeżono jej podstęp i młoda adeptka sztuki musiała powrócić do ciasnych pomieszczeń Filharmonii mieszczącej się wówczas na ul. Sienkiewicza. Jako osoba niezwykle pracowita chętnie angażowała się w różne projekty muzyczne. Współpracowała z zespołami, m.in. z Collegium Musicum i All Antico i przez kilka lat tworzyła duet na flet i gitarę z Jerzym Pikorem. Lecz to pedagogice poświęciła najwięcej czasu, odkrywając tam swoje kolejne powołanie i odnosząc spore sukcesy. Po próbach orkiestry całe godziny spędza w szkole muzycznej, by przygotować swoich uczniów na kolejne konkursy, z których zazwyczaj wracają z laurami. A gdy już zdarzy się wolny dzień, lubi zasiąść w fotelu z dobrą książką lub na rowerze zwiedzać okolicę. Chętnie również pływa i jeździ na nartach.

marzec 2017


Agnieszka Nowak-Zagóra AGNIESZKA NOWAK-ZAGÓRA

Potrafi fenomenalnie zapanować nad młodą publicznością, a jakiś szósty zmysł podpowiada jej, jak utrzymać sympatię i uwagę słuchaczy do końca spotkania. Koncerty z jej udziałem to ekscytująca podróż do świata muzyki, kryjąca w sobie zapowiedź przygody i obietnicę odkryć. Na taki efekt zapracowała doskonałym przygotowaniem, kreatywnością i – entuzjazmem, którym jest w stanie „zainfekować” całe audytorium!
Czy w związku z tym ktoś mógłby przypuszczać, że jako mała dziewczynka nie poszła do szkoły uczyć się gry na skrzypcach z powodu chorobliwej nieśmiałości? Dopiero mając czternaście lat, pomyślała o swoich niezrealizowanych muzycznych aspiracjach i przejrzawszy dostępne jeszcze do nauki w tak „późnym” wieku instrumenty – wybrała flet, bez którego już potem nie wyobrażała sobie życia. Po drodze, testując swoją świeżo odkrytą pewność siebie, zapisywała się do chórków, towarzysząc wielokrotnie uznanym artystom w ich występach. Muzyka rozrywkowa coraz bardziej ją fascynowała i coraz bardziej niepokoił blask oczu perkusisty grającego w big-bandach. Ale kiedy nadszedł czas na racjonalne decyzje w sprawie przyszłości, wybrała muzykę poważną i zatrudniła się w Orkiestrze Filharmonii Świętokrzyskiej na stanowisku flecistki. Jednak pasjonat „baniaków” oraz jazzu nie pozwolił zapomnieć o sobie. Tym samym tata Agnieszki (również perkusista) w osobie zięcia zyskał sprzymierzeńca ze swojej branży. Odziedziczone po antenatach skłonności nie ominęły dzieci. Licealistka Ksenia ukończyła I stopień wtajemniczenia w grę na skrzypcach, zaś Antoś już trzeci rok z wielkim zaangażowaniem poznaje tajniki wirtuozerii fortepianowej. A Agnieszka? Oprócz pracy w Orkiestrze i prowadzenia koncertów zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci, nadal występuje w zespołach (Bossa Bonita, All Antico), tyle że w roli flecistki.

październik 2017



Agnieszka Wolska-Ścipniak AGNIESZKA WOLSKA-ŚCIPNIAK

Nie jest łatwo namówić ją na osobiste zwierzenia. Zamiast mówić o sobie, woli grać. Muzyka bowiem – najbardziej wysublimowany i uniwersalny język kontaktów międzyludzkich – towarzyszy jej od najmłodszych lat. To, że będzie flecistką, wiedziała już ze stuprocentową pewnością w prestiżowym Państwowym Liceum Muzycznym im. F. Chopina w Krakowie. Naukę kontynuowała w tamtejszej Akademii Muzycznej w klasie prof. Barbary Świątek-Żelazny. Jeszcze podczas studiów zaangażowała się do pracy w Orkiestrze Filharmonii Świętokrzyskiej, w której obecnie pełni funkcję muzyka-solisty. Wchodzi również w skład zespołu muzyki wiedeńskiej Strauss Ensamble i – jak twierdzi – jest to bardzo ważna część jej życia artystycznego.
Swoją wiedzą i doświadczeniem dzieli się od kilku lat z przyszłymi adeptami sztuki w szkołach muzycznych w Kielcach i Pińczowie. Podobnie swoim dzieciom przekazała ogromną miłość do muzyki, dbając także o ich wykształcenie w tym kierunku. Wśród tylu obowiązków pozostaje niewiele czasu wolnego, więc kiedy tylko to możliwe Agnieszka wyrusza na górskie wędrówki. Świętokrzyskie nie ma już dla niej tajemnic, a i wysokie góry w Polsce poznała bardzo dobrze. Zachwyt nad przyrodą to tylko mały krok w stronę świata zwierząt, a niekontrolowane zauroczenie tymi ostatnimi nieoczekiwanie może prowadzić do sporych kłopotów. W domu mieszka kot – ulubieniec męża i córki, Luna – west higland white terier – pupilka Agnieszki i syna, oraz chomik. Jeden! Kiedyś były dwa, a jeszcze dziecko otrzymało trzeci, i wkrótce stado wesołych gryzoni biegało po całym mieszkaniu. Na szczęście muzyka koi dusze!

październik 2016


Grzegorz Kustra GRZEGORZ KUSTRA

Podczas studiów do białego rana licytował w brydża, po czym szedł na zajęcia. Dziś już raczej nie gra do świtu, ale chętnie zasiada do kart. Potrafi długo rozprawiać o rozdaniach, kontrach i przegranych szlemach, sypiąc przy tym nieprawdopodobnymi anegdotami. Na szczęście zamiłowanie do brydża nie wpłynęło na wynik studiów w Akademii Muzycznej we Wrocławiu w klasie oboju Karela Fiali. Po otrzymaniu dyplomu zatrudnił się w Filharmonii Świętokrzyskiej jako pierwszy oboista. Z końcem lat 90. został koncertmistrzem grupy dętej i perkusji. Funkcja to niezwykle odpowiedzialna, a związana jest z prowadzeniem prób sekcyjnych, zwracaniem uwagi na sprawne wykonawstwo, przygotowaniem grupy do koncertu. Ponad 30-letnie doświadczenie muzyka podpowiada mu, że najważniejsza w pracy jest atmosfera, dlatego w relacjach z młodszymi kolegami stawia na zaufanie i partnerstwo oraz unikanie postaw mentora. Od początku jest również pedagogiem w Szkole Muzycznej I i II st. w Kielcach.
Dla Grzegorza muzyka to nie tylko zawód, to również część życia. Prywatnie słucha płyt z muzyką poważną, ale lubi także jazz i swing. Oprócz tego jest zapalonym kibicem – z upodobaniem ogląda sport, najchętniej mecze siatkówki. Kiedy jednak nadchodzą pierwszoligowe rozgrywki nakładające się na koncerty – jest niepocieszony. Sam namiętnie uprawia turystykę rowerową i pasję tę dzieli z żoną Anią – wiernym towarzyszem bliższych i dalszych wypadów rowerowych. Oboje rodzice zamiłowanie do oglądania pięknych krajobrazów z wysokości siodełka przekazali zresztą dzieciom, ale już następne pokolenie szykuje się do wyruszenia na trasy rowerowe.

czerwiec 2016


Andrzej Łukaszek ANDRZEJ ŁUKASZEK

Pewnego razu nasz muzyk jako małe chłopię znalazł się na koncercie znanego artysty – Jerzego Kotyczki. Instrument, na którym grał profesor, zdawał się śpiewać. Owa śpiewność i piękna barwa tak zauroczyły Andrzeja, ze bez żalu porzucił wiolonczelę przypisaną mu przez nauczycieli. Jego talent muzyczny objawił się zresztą już w przedszkolu i pedagodzy uradzili posłać chłopca do szkół. Młody adept sztuki celująco zdawał egzaminy: najpierw w szkołach I i II stopnia w Bielsku-Białej – rodzinnym mieście, następnie w Akademii Muzycznej w Krakowie, gdzie studiował pod kierunkiem Jerzego Kotyczki (sic!) oraz Arkadiusza Krupy. Pracę zawodową rozpoczął w Filharmonii Kaliskiej. Nie minął rok, gdy muzyk postanowił jednak spróbować szczęścia w kieleckiej orkiestrze. W październiku 2002, po przesłuchaniach, był już oboistą Filharmonii Świętokrzyskiej. Potem jego losy potoczyły się zwyczajowo: przygotowywanie młodych podopiecznych do gry na oboju w szkołach muzycznych Miechowa i Kielc, a także koncerty – nierzadko wyjazdowe – z orkiestrą i zespołami kameralnymi. Z założonym przez siebie Artephino Trio występował m.in. w Strasburgu z okazji inauguracji nowej kadencji Parlamentu Europejskiego. W 2004 poprosił o dwumiesięczny urlop i wyjechał na festiwal operowy do Irlandii. Trzy lata później doszedł do wniosku, że życie w pojedynkę nie jest najlepszym pomysłem. Teraz razem z żoną (flecistką Filharmonii), która przejęła od Andrzeja zamiłowanie do pieszych wędrówek oraz z synem – sześcioletnim Bartkiem, zwiedzają Góry Świętokrzyskie. Praca i życie rodzinne szczelnie wypełniają dni i trochę trudno znaleźć naszemu bohaterowi wolne chwile na rozwijanie swoich zainteresowań, jak historia i astronomia. A jeszcze na dnie duszy czai się skryte marzenie: może by tak założyć orkiestrę obojową?

kwiecień 2017


Mariusz Barszcz MARIUSZ BARSZCZ

Marzeniem taty – klarnecisty-amatora – było, by syn również grał na tym instrumencie. Mariusz jako sześciolatek rozpoczął więc naukę pod kierunkiem ojca. Oprócz krótkiego epizodu z akordeonem w szkole muzycznej I stopnia jego edukacja związana była z klarnetem, z tym że w szkole średniej sam świadomie podjął taką decyzję. Po ukończeniu z wyróżnieniem Akademii Muzycznej w Łodzi (1996) ówczesny dyrektor Filharmonii – prof. Szymon Kawalla – zaangażował go od razu na stanowisko solisty w grupie klarnetów. W każdym calu perfekcjonista – wciąż pogłębiał swą wiedzę na lekcjach prywatnych u znanego artysty Alojzego Szulca oraz na kursach mistrzowskich, m.in. na Uniwersytecie Warszawskim pod opieką Florenta Héau. Rok przed uzyskaniem dyplomu został laureatem I nagrody i Grand Prix Ogólnopolskiego Festiwalu Klarnetowego w Piotrkowie Trybunalskim w kategorii klarnetowych zespołów kameralnych oraz wyróżnienia w kategorii solistów. W 2012 uzyskał tytuł doktora na macierzystej uczelni, w której obecnie wykłada. Ale zainteresowanie pedagogiką, która stała się drugą pasją muzyka, datuje się już od 1994 r., gdy Mariusz podjął pracę w kieleckich szkołach muzycznych. Na pytanie, w jakim zawodzie chciałby pracować, gdyby nie muzyka, odpowiada, że zawsze fascynowała go sfera techniki, w której dostrzega wiele odniesień do świata muzyki. Jednak z dziedziny, której poświęcił lwią część życia, nigdy nie umiałby zrezygnować i tych doznań wciąż mu mało. Grał w wielu zespołach, jest ponadto współtwórcą orkiestry Alla Vienna (przeszło sto koncertów z projektem Muzyka Queen symfonicznie). Stale współpracuje z uznanym polskim akordeonistą prof. Jerzym Mądrawskim, Natomiast z Jackiem Michalakiem współtworzy Brillante Duo, wciąż poszukując nowych brzmień. Jednym z ostatnich osiągnieć Mariusza jest monograficzna płyta Polska muzyka klarnetowa XX w., przyjęta z uznaniem przez krytykę i słuchaczy.

grudzień 2017



Dariusz Kozieł DARIUSZ KOZIEŁ

Klarnecista ze szczególną wyobraźnią muzyczną – nader pożądaną w bliskim mu repertuarze rozrywkowym, jazzowym, klezmerskim. Pochodzi ze Skarżyska-Kościelnego. Ukończył PSM w Kielcach. Jeszcze w trakcie nauki zaangażował się (1984) do pracy w Filharmonii Świętokrzyskiej, w której obecnie jest solistą. Klarnet nie ma dla niego tajemnic – wciąż eksperymentuje z dźwiękiem i cierpliwe próby doprowadziły go do dumnie brzmiącego tytułu – RACJONALIZATOR. Ostatniego dnia stycznia roku 2014 otrzymał patent nr PL 215 755 B 1, a przedmiotem wynalazku było: Uzyskanie dowolnej zmiany barwy dźwięku z „jasnej” do „ciemnej” oraz poprawa intonacji klarnetu. Teraz z tego udogodnienia korzystają takie osobowości muzyczne, jak m.in.: Wojtek Mrozek, Dawid Jarzyński, Karel Dohnal, Charles Neidich, a także orkiestry – NOSPR, Sinfonia Varsovia, Filharmonia Praska czy Koszycka. Natomiast Piotr Szymyślik – znakomity solista-klarnecista – wprost twierdzi, że jest „fanem baryłki do klarnetu wg pomysłu Darka”. Swój talent i wiedzę Dariusz wykorzystuje, przywracając do życia uszkodzone instrumenty w założonym kilka lat temu serwisie. Pracy mu nie brakuje, ale w nawale zobowiązań jeszcze znajduje wolne chwile, by wystąpić ze znaną kielecką grupą Strauss Ensamble. Jest jednak zawsze obecny w życiu dwóch wspaniałych córek, którym gotów bezustannie poświęcać swoją uwagę i czas. W gronie kolegów-muzyków lubiany i ceniony za fachowość oraz muzyczny zmysł – w pracy bardzo pryncypialnie podchodzi do swoich powinności. Ale czasami – na próbach – korci go, by zrobić kolegom jakiś figiel. Kiedyś przełożył górny korpus z klarnetu A do klarnetu B i na odwrót, a gdy już wszyscy zorientowali się w intonacyjnym fałszu, nieszczęsna ofiara żartu na koniec usłyszała od dyrygującego dyrektora Anbilda sarkastyczne: Może by pan się wreszcie nastroił!

listopad 2016


Jan Biernacki JAN BIERNACKI

Ciepły, życzliwy dla świata, przesympatyczny fagocista, który myślał, że będzie akordeonistą. Tymczasem życie, albo raczej pedagodzy, napisali mu inny scenariusz, więc w Szkole Muzycznej w Kielcach uczył się już gry na fagocie. Zawsze jednak mile wspomina ognisko muzyczne w Sandomierzu. Studiował w Akademii Muzycznej we Wrocławiu w klasie prof. Czesława Klonowskiego. Dzisiaj z sentymentem wraca w myślach do szalonego życia studenckiego w najpiękniejszym mieście.
Jak każdy muzyk przekonany jest, że jego instrument to baza i siła sprawcza orkiestry, zaś brzmienie, wyraziste w niskim i średnim rejestrze, łagodne w wysokim –, nie ma sobie równych. Tę pasję dostrzegł i natychmiast wykorzystał dyrektor Karol Anbild, który młodego muzyka po krótkim okresie przygotowawczym uczynił solistą i pozwalał na wirtuozowskie kadencje. Janek zaś swój pogląd i doświadczenie przez ponad dwie dekady usiłował przekazać podopiecznym w szkole muzycznej – czy mu się udało? Na pewno uczniowie lubili swojego nauczyciela i jeśli nawet nie wybrali zawodu muzyka, to nadal w duszy im gra! Własne dzieci – dwudziestoletnia Marysia obecnie studiuje psychologię, choć skłaniała się ku szkole teatralnej, i szesnastoletni Michał z ugruntowanym przekonaniem o wyższości nauk ścisłych nad humanistycznymi – również mają podstawy, by muzykę uważać za nieodłączną część egzystencji.
A nasz bohater? Po intensywnym do tej pory, rozgorączkowanym harmonogramie dnia wypełnionym pracą w orkiestrze, wyjazdami na koncerty z zespołami kameralnymi (m.in. do Szwajcarii) i zaangażowaniu w muzyczny rozwój młodego pokolenia – zwolnił i począł doceniać inne, tym razem wiejskie uroki życia. Akurat z tym absolutnie zgadza się pies – rodowodowy spaniel – z radością wyciągający swojego pana na długie, pełne ekscytujących zapachów spacery.

styczeń 2017


Paweł Czekaj PAWEŁ CZEKAJ

Kłania się fagot, naczelny satyryk orkiestry.
Altowiolista Jan Antoni Homa

Zawsze w doskonałym nastroju, żartowniś i kpiarz. Ale przede wszystkim muzyk fagocista, który uwielbia kontrafagot ze względu na… posępny dźwięk. Zaczynał od muzyki rozrywkowej – innej nie chciał słuchać – i z myślą o niej założył domowe studio nagrań. A do szkoły muzycznej trafił, ponieważ tam wybierali się koledzy. Nie miał więc łatwego zadania Mieczysław Gmaj, nauczyciel gry na fagocie, usiłując uwrażliwić swego ucznia na piękno muzyki poważnej. Któregoś dnia to się udało i Paweł, choć nie zrezygnował z dawnej fascynacji, pozwolił się uwieść Polihymnii na zawsze. Rzetelnie przygotowywał się do egzaminów do Akademii Muzycznej we Wrocławiu, czego efektem było przyjęcie do klasy prof. Czesława Klonowskiego. W trakcie nauki grywał już w orkiestrze naszej Filharmonii, a na dobre zasiadł tam w roku 1997. Koncerty z orkiestrą, gościnne występy z założonym przez siebie zespołem All Antico, realizowanie muzyki do gier dla dzieci we własnym studiu nagrań oraz współpraca z wydawnictwem Nowa Era, dla którego opracowywał muzycznie materiały multimedialne, w pełni go satysfakcjonowały. Do momentu, aż uznał, że – czas jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła. Został więc kapelmistrzem Młodzieżowej Orkiestry Dętej w Morawicy i teraz odmienia życie młodych osób pragnących realizować swoje marzenia. Dzięki zaraźliwej energii i profesjonalizmowi zdobył zaufanie nie tylko władz gminy, ale przede wszystkim podopiecznych, dla których gra w zespole to także atrakcyjna forma spędzania wolnego czasu, no i nobilitacja wśród rówieśników. Orkiestra aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym lokalnej społeczności, lecz jej plany sięgają dalej. Może nawet uda im się w niedalekiej przyszłości wystąpić w Filharmonii Świętokrzyskiej? Własne dzieci przyzwyczaiły się, że tata-muzyk wciąż ma jakieś próby, ćwiczenia i koncerty, ale kiedy jest w domu, lubią przyjść do niego ze swoimi sprawami. Teraz pochłonięte są wyborem przyszłości. Kasia, która swego czasu uczyła się gry na gitarze, zajęta jest maturą. Natomiast uzdolniona w sztukach pięknych Natalka, wkrótce uczennica klasy VII, już marzy o szkole plastycznej.

czerwiec 2017


Marcin Czajkowski MARCIN CZAJKOWSKI

Dla towarzystwa Cygan dał się powiesić! Hołdowanie tej zasadzie przyniosło Marcinowi angaż w Filharmonii Świętokrzyskiej. Poproszony przez przyjaciela, zamierzającego dostać się do pracy w kieleckim zespole, przyjechał wraz z nim do Kielc. Tymczasem kompan po przesłuchaniach powrócił do domu bez niczego, a nasz bohater, ku własnemu zaskoczeniu, został członkiem Orkiestry. Dobrze przygotowany do zawodu muzyka, absolwent Akademii Muzycznej w Łodzi w klasie Marka Medyńskiego, nigdy nie musiałby się martwić o zatrudnienie, chociażby z powodu manualnych zdolności, w które natura wyposażyła go sowicie.
Bez problemu bowiem radzi sobie z naprawą sprzętów domowego użytku, a już z prawdziwą pasją odnawia stare zegary, wagi, meble…W razie potrzeby pomaluje pokój albo nawet… wyprodukuje płytę dźwiękową. Tego ostatniego dokonał przy okazji nagrań z Orkiestrą Filharmonii Albumu Polskiego, kolekcji płyt z muzyką poważną. Oprócz producenckich umiejętności odkrył w sobie jeszcze inną: od 2004 pracuje w komisji przetargowej FŚ, gdzie zajmuje się zamówieniami publicznymi, m.in. współorganizował przetarg na nową siedzibę naszej placówki. Nie zaniedbuje jednak muzyki. Doskonałą znajomość literatury muzycznej, twórczą aktywność i profesjonalizm wykorzystuje także w Świętokrzyskim Kwintecie Blaszanym, zespole znanym i cenionym w Kielcach i regionie.
Szalenie lubią go i poważają młodzi wychowankowie za pedagogiczny instynkt i umiejętność przekazywania wiedzy. Na koncie ma już nawet pierwszego ucznia, który gra w naszej Orkiestrze. Prywatnie – kolekcjonuje „trzeszczące” płyty, posiada także imponujący zbiór filmów – nie tylko muzycznych. Ale najszczęśliwszy czuje się, gdy wsiada na motocykl i po prostu pędzi przed siebie, choć – towarzyszka życia chyba niekoniecznie jest tym zachwycona.

luty 2017


Mirosław Rubak MIROSŁAW RUBAK

Jego pierwszym instrumentem był akordeon, na którym uczył się grać w ognisku muzycznym. Tam poznał podstawy zapisu nutowego. Kiedy miał piętnaście lat, Jan Tokarz, znany kielecki nauczyciel i opiekun młodych ludzi, zaproponował mu grę na waltorni. Po edukacji u niego przeniósł się do szkoły muzycznej w Warszawie. Wtedy zainteresowały go także organy. Ten okazały instrument – jak twierdzi – może nie ma tylu barw co orkiestra, ale zachwyca potęgą brzmienia i różnorodnością dźwięku. Tajniki organowych głosów Mirosław poznawał pod kierunkiem nauczyciela-legendy – Jerzego Rosińskiego. A teraz, w Bazylice na Świętym Krzyżu po zakończeniu niedzielnych uroczystości religijnych, można go usłyszeć, jak z upodobaniem improwizuje.
Owo hobby, któremu bez większego problemu poświęca wolny czas, „koncertowo” łączy z głównym zajęciem, czyli pracą na stanowisku waltornisty w Orkiestrze Filharmonii Świętokrzyskiej. Zarówno gra na organach, jak i dmuchanie w róg przynosi mu dużo satysfakcji, chociaż o kiksy łatwiej na tym drugim instrumencie. Gdy się już zdarzą – mówi – „pół nocy można stracić na analizowaniu przyczyn i zadręczaniu się. Wszystko – z szacunku dla Muzyki i słuchaczy”. Antidotum na muzyczne stresy mogłoby się stać uczestniczenie w sesjach gminnego samorządu, bo Mirek został radnym. A ponieważ bardzo się zaangażował w sprawy Urzędu Bieliny (jak we wszystko, cokolwiek wykonuje), zaliczył na WSH licencjat z logistyki zarządzania. I – szybko się wyleczył z chęci udoskonalania życia lokalnej społeczności. Być może jednak uznał, że „do zmieniania ludzi {…} nie ma lepszego środka niż muzyka” (Shu-Ching, VI w. p.n.e.)?

listopad 2017


Zbigniew Pasieka ZBIGNIEW PASIEKA

Do pełni szczęścia brakuje mu własnego domku, w którym prowadziłby stateczne życie domatora ceniącego stabilizację i ciepło rodzinne. Nie oznacza to jednak, że zamyka się w czterech ścianach, przeciwnie – otwarty na ludzi, ciekawy ich postrzegania świata, chętnie daje się namówić na spotkania towarzyskie, by wieść fascynujące dysputy, niekoniecznie na temat muzyki, która siłą rzeczy stoi w centrum jego zainteresowań. Jako dziewięciolatek za przyczyną ojca pogrywającego amatorsko na tym i owym trafił do orkiestry strażackiej w Kamyku – rodzinnej miejscowości nieopodal Częstochowy. Tam przypadkiem wręczono mu trąbkę i tak zaczyna się historia muzyka uważającego ten instrument za najpiękniejszy na świecie, na którym grają sami przystojniacy. Z tym przekonaniem ukończył szkołę muzyczną w Częstochowie, a następnie Akademię Muzyczną we Wrocławiu w mistrzowskiej klasie Igora Cecocho. Jeszcze w trakcie studiów zdobywał szlify orkiestrowe, wyjeżdżając z orkiestrą akademicką na koncerty i angażując się do różnych zespołów, w tym do Orkiestry Filharmonii Świętokrzyskiej. Kielecki zespół bardzo mu się spodobał, więc z radością przystał na propozycję stałego zatrudnienia. Tym bardziej, że na horyzoncie pojawiła się interesująca dziewczyna, wkrótce żona i matka dwóch prześlicznych dziewczynek. Cały czas doskonalił swoje umiejętności i podejmował nowe wyzwania. W 2001 roku założył Świętokrzyski Kwintet Blaszany, z którym wyjeżdża na koncerty w całym województwie świętokrzyskim, a nawet na Słowację. Niedługo zespół będzie mógł się pochwalić płytą z nagraniem muzyki klasycznej. Zbyszek jest także pomysłodawcą Świętokrzyskiego Festiwalu Instrumentów Dętych organizowanego w kieleckiej Szkole Muzycznej i z tego jest naprawdę dumny. „Coś po mnie pozostanie” – uśmiecha się nieśmiało…

wrzesień 2017



Grzegorz Maliniak GRZEGORZ MALINIAK

Najprawdziwszy góral, hej! spod samego Sanoka. Bieszczadzkie anioły zamienił jednak na świętokrzyskie czarownice. Ale zanim to nastąpiło, przyjechał do Wrocławia, by pobierać nauki w szacownej Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego pod kierunkiem prof. Igora Cecocho prowadzącego klasę trąbki. Już podczas studiów próbował swoich sił w orkiestrze Teatru Muzycznego – Operetki Wrocławskiej oraz jako nauczyciel w Państwowym Liceum Muzycznym. W 2003 otrzymał angaż do Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Świętokrzyskiej. Szybko się zadomowił w kieleckim światku muzycznym, a znajomości i przyjaźnie zaowocowały przyjęciem do takich zespołów, jak: DaDA Silver Band – zespół jazzu tradycyjnego, Pozytywka – zespół rockowy, Big-Band Kielce, Koncertowa Orkiestra Dęta. Od 6 lat trzyma niepodzielnie pieczę nad biblioteką nutową Filharmonii i – jak rasowy bibliotekarz – potrafi wskazać dokładne miejsce określonej partytury, będąc poza magazynem. Do zakresu jego obowiązków należy przede wszystkim zamawianie i przygotowywanie materiałów dla wykonawców na próby i koncerty, co oznacza że w Filharmonii można go zastać i o 7.00 rano i o 22.00.
Kiedy zatem znajduje czas na ulubioną lekturę ze starożytnej – najchętniej – historii lub kiedy może posłuchać jazzu – to pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
Jak żartuje, swojej wielkiej pasji – struganiu artystycznych przedmiotów użytku codziennego, poświęci się bez reszty w rodzinnych stronach – na emeryturze.

maj 2016


Adam Chmielewski ADAM CHMIELEWSKI

Puzony są wesołe, puzony dodają orkiestrze blasku, a już na pewno żaden poważny big-band nie może się obejść bez tego instrumentu – uważa Adam Chmielewski. Po krótkiej przygodzie z fortepianem przeszedł do klasy puzonu w kieleckiej szkole muzycznej. Następnie ukończył Akademię Muzyczną w Bydgoszczy i – kielczanin z dziada pradziada – powrócił do rodzinnego miasta. W roku 1992 otrzymał angaż do Orkiestry Filharmonii Świętokrzyskiej, gdzie obecnie jest solistą grupy puzonów. O tym, że „jest w orkiestrze dętej jakaś siła” przekonała się niegdyś żona muzyka, która w czasach narzeczeńskich chętnie słuchała grywanych z żarem przez przyszłego męża kołysanek. No i tak to się zaczęło…. Teraz oboje można spotkać na koncertach, jak również w teatrze. Adam uwielbia poza tym dobre kino, lecz filmy woli oglądać samotnie – najchętniej w Moskwie, gdzie jeszcze nie całkiem zadomowił się popcorn.
Jak prawdziwy „dęciak” zauroczony jazzem muzyk wraz z kolegami z Orkiestry i innymi artystami współtworzy zespół Revival Dixie Band grający swingującą, pełną energii muzykę, podbijającą serca licznej rzeszy fanów. Oprócz tego jest instruktorem orkiestry dętej Moderato w Warce, uświetniającej różne miejscowe uroczystości, a także występującej gościnnie na koncertach w wielu miastach Polski.
Miłość do muzyki Adam zaszczepił w dzieciach. Choć każde wybrało swoją drogę – Kuba to student matematyki i ekonomii Uniwersytetu Essex, a Ala, gimnazjalistka, na razie chce zostać aktorką – to jednak muzykę mają we krwi!

październik 2016


Janusz Młynarczyk JANUSZ MŁYNARCZYK

Karierę artystyczną rozpoczął od śpiewania w Szczecińskim Chórze Chłopięcym Słowiki, kierowanym wówczas przez prof. Jana Szyrockiego. Po przeprowadzce do Kielc starał się o przyjęcie do szkoły muzycznej do klasy śpiewu, na przeszkodzie stanęła jednak mutacja. Zawiedzionemu chłopcu zaproponowano więc grę na instrumentach dętych, ale nie był tym specjalnie zachwycony. Dopiero gdy zapytano o perkusję – o, tak, na perkusji chciał grać. Może już wtedy przeczuwał, a potwierdziły to studia w Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie prof. Stanisława Welanyka, że instrument ten to niezwykła energia i barwa dźwięku? Tak to zresztą widzi do dziś i chyba już nie żałuje straconych szans w dziedzinie wokalnej.
Po powrocie do Kielc zaangażował się do pracy w Orkiestrze, z którą jako solista występował w latach dziewięćdziesiątych. Oprócz tego ma na koncie występy promenadowe i filharmoniczne w Busku Zdroju oraz w Kielcach.
Po latach pracy mile wspomina piękne koncerty, w których solistką była niezapomniana Lidia Grychtołówna, a w programie zaplanowano wszystkie Koncerty Beethovena. Artystka poświęciła wtedy naszemu muzykowi wiele czasu i serca, wspierając go cennymi radami podczas prób.
Jest członkiem kilku kieleckich zespołów, takich jak: Trio Jazzowe Konstantego Wileńskiego, Dixieland Revival Band, Animato, Kielecka Grupa Perkusyjna.
Swoją wiedzą dzieli się w szkołach muzycznych Kielc i Pińczowa jako nauczyciel dyplomowany. Ale dzieci – Marcin, Agnieszka i Joanna – nie poszły w ślady taty, zresztą ku jego wielkiej uldze. Jak twierdzi, to niezwykle ciężki zawód. W wolnych chwilach wypoczywa, słuchając jazzu. Jest poza tym fanem meczów piłkarskich – kiedyś nawet z powodzeniem trenował piłkę nożną.

grudzień 2016



Bogusław Olczyk BOGUSŁAW OLCZYK

Dusza-człowiek, z którym chętnie się pożartuje i podyskutuje. Ma w sobie pewien tolerancyjny luz, który sprawia, że wszyscy dobrze czują się w jego towarzystwie. Można na niego liczyć w potrzebie, mogą więc polegać na nim także koledzy w pracy, z którymi tworzy zgraną grupę perkusyjną. „Na zewnątrz” panowie wspomagani przez zaprzyjaźnionych perkusistów występują pod nazwą Kielecka Grupa Perkusyjna i swoim licznym fanom dostarczają niezłej rozrywki. Niezależnie jednak od rodzaju repertuaru Boguś swoje obowiązki solisty czy też muzyka w orkiestrze wypełnia z wielkim zaangażowaniem. Kiedy gra na ksylofonie, czterema pałeczkami posługuje się ze zręcznością magika, a w ciągu wieczoru potrafi płynnie zamienić wibrafon na werble, zaś tajemnicze bongosy na jeszcze bardziej zagadkowy fleksaton. Muzyka to nie jedyna forma działalności naszego bohatera. Rok po przyjęciu do Orkiestry (1988) postanowił spróbować sił jako nauczyciel. Na początku nie był przekonany do tej profesji, ale z biegiem czasu, gdy przybywało doświadczenia i… sukcesów, doszedł do wniosku, że gdyby nie mógł uczyć, zabrakłoby mu w życiu czegoś niesłychanie ważnego. Dzisiaj z dumą opowiada o swoich byłych podopiecznych, którzy pracują w wielu filharmoniach i innych instytucjach życia kulturalnego. W rozwiązywaniu różnorakich problemów związanych z pedagogiką nie pozostaje sam. Jego żona, dawna szkolna miłość, prowadzi klasę fortepianu w Szkole Muzycznej w Kielcach i małżonkowie wspierają się nawzajem w trudnych chwilach. Dzieci podzielają muzyczne zainteresowania rodziców, ale drogę, jaką pójdą w przyszłości, wybierają same. Syn Mateusz ukończył podstawową szkołę muzyczną w klasie fortepianu i obecnie jest prawnikiem, natomiast trzynastoletnia Zuzia uczy się gry na gitarze. Czegóż chcieć więcej? No może szybkich samochodów i wielu meczów piłki nożnej, ale przecież marzenia się spełniają....

maj 2017


Marian Kupisz MARIAN KUPISZ

Któż nie zna „tego pana niezmiennie spóźniającego się na koncerty”, jak twierdziła niegdyś publiczność, obserwując z rozbawieniem samotne wejścia Inspektora Orkiestry na estradę. Od pewnego czasu muzyk jednak śpieszy do swojego miejsca orkiestrowego w gronie kolegów i stamtąd sygnalizuje dyrygentowi, że zespół gotowy jest do występu. Funkcja, którą z wielkim zaangażowaniem pełni, jest niesłychanie odpowiedzialna. Do obowiązków inspektora orkiestry należy m.in.: ustalanie odpowiedniego, zgodnego z partyturą składu orkiestry, sprawdzanie obecności muzyków na próbach i koncercie, znalezienie koniecznych zastępstw …
Początki kariery Mariana Kupisza sięgają roku 1970. Wtedy rozpoczął pracę jako altowiolista w – wówczas – Państwowej Filharmonii im. Oskara Kolberga. Inspektorem orkiestry jest od 1995 roku.
Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień, a w tym czasie zdarzyło się wiele. Marian Kupisz nie ograniczał się do pracy w Orkiestrze. Po drodze zdążył być współzałożycielem kwartetu smyczkowego Omega, który niedawno obchodził 15-lecie istnienia i z sukcesem prezentuje się na licznych koncertach w wielu instytucjach kulturalnych województwa. Muzyka oraz obowiązki inspektora wypełniają panu Marianowi większość czasu. Wolne chwile jednak się zdarzają i szczęśliwy dziadek przeznacza je na spotkania i długie spacery z wnukami i psem. A kiedy stanie się zadość obowiązkom rodzinnym – z rozkoszą zasiada do rozwiązywania krzyżówek. Jak zaznacza – tych najtrudniejszych, jak np. Jolki.

marzec-kwiecień 2016


góra 



O Filharmonii  | Aktualności  | Program  | Edukacja  | Bilety  | Wydawnictwa  | Darczyńcy  | Galeria  | Ogłoszenia  | Kontakt

Copyright © 2003 -Grabka.